Mama Gada idzie na łatwiznę
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzeństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzeństwo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 czerwca 2016

Stosy rosną

Rosną stosy ciuchów, które czekają, aż Gada do nich dorośnie. W tym momencie na moją pannę czeka 5 pudeł ze zbyt dużymi ubraniami i kilka par butów w kolejnych rozmiarach. Oraz kilka za dużych kurtek, które już wiszą w garderobie.
A ja wciąż buszuję na wyprzedażach online i dokupuję.
Potem w ramach relaksu, przynajmniej raz w tygodniu przeglądam zasoby chociaż jednego pudła i analizuję, co już mamy w ilościach hurtowych, a co można jeszcze dokupić. Zaprzyjaźnieni kurierzy wiedzą, że jeśli nikogo nie ma pod adresem dostawy, to należy mnie szukać w pracy, a jeśli jest już późno, to pod faktycznym adresem zamieszkania, w innej miejscowości. A nawet innej gminie ;)
Tymczasem na strychu czekają kolejne pudła z rzeczami po Gaduchnie. Siedem pudeł z ciuchami, które nadadzą się dla osobnika odmiennej płci już wyjechało, na wyjazd czekają wózek, fotelik i miliony innych gratów. Zostaną ciuchy typowo dziewczęce, które aż proszą się, by jeszcze je ktoś ponosił, ale matka nie jest gotowa na wystawienie ich na allegro. Więc pudeł przybywa i przybywać będzie, bo teraz już unisexowych ciuchów coraz mniej będzie...

poniedziałek, 23 maja 2016

Kogo boli jedynactwo?

Gadusia ma dwa lata, więc coraz częściej pojawiają się pytania: "A kiedy drugie?" Czy to "drugie" w ogóle kiedykolwiek będzie, jeszcze sami nie wiemy - nie mówimy kategorycznie nie, ale jest NIE na dzień dzisiejszy. Zawsze uważałam, że optymalna DLA MOJEJ RODZINY różnica wieku między dziećmi wynosi 4-6 lat, ponadto obie moje babcie rodziły swoje ostatnie dzieci w wieku lat czterdziestu, więc uważam, że w razie poczucia silnej potrzeby posiadania drugiego potomka mam czas. Nawet dość dużo czasu.
Bo naiwnie wierzę, że skoro moja mama czuła, że nasza rodzina nie jest w komplecie, dopóki nie przyszło na świat jej drugie dziecko (ja, ja!), skoro słyszę podobne słowa od przyjaciół i skoro zanim zostałam mamą sama czułam, że nasza rodzina nie może pozostać dwuosobowa, to chciałabym poczuć taką potrzebę również przed decyzją o drugim dziecku.
Chcę, tak jak kilka lat temu, mieć poczucie, że w naszym aucie jeszcze nie podróżuje komplet. Chcę mieć wrażenie, że w pokoju bawi się ZBYT MAŁO moich dzieci. A jak na razie nie mam go, więc na dzień dzisiejszy NASZA RODZINA JEST W KOMPLECIE. 
I do decyzji o posiadaniu drugiego dziecka nie skłoni mnie żadne 500+. 
Na nasze odpowiedzi, że drugie dziecko będzie, jak przyjdzie na to pora, zdarza nam się słyszeć: "Chyba nie myślicie skrzywdzić Gadusi jedynactwem?". Nie, nie myślimy Gadusi krzywdzić. Niczym. Nie myślę Gadusi krzywdzić posiadaniem polegującej przez 9 miesięcy matki, która z łóżka wstaje tylko, żeby zwymiotować kilka razy dziennie. 
Wczoraj jednak, podczas przemiłego rodzinnego spotkania, w którym uczestniczyli moi rodzice (my nie, relację zdała mi mama), okazało się, że zdaniem rodziny moje dziecko jest krzywdzone.
Otóż krzywdzimy Gadusię, bo dostaje za mało słodyczy. Podpadła kilka tygodni temu, kiedy podczas imienin babci wzgardziła otrzymaną od praciotki kinder czekoladą i zamiast niej spałaszowała jogurt naturalny. Biedne dziecko.
No i okazało się, że cała moja lewacka rodzina zazdrości innym dobrobytu, w którym żyją, a przecież tak niewiele potrzeba: machnąć sobie drugie i będzie 500+ ! Okazało się, że zazdroszczę kuzynce, która nie pracuje, tylko pobiera zasiłek na dwójkę, bo ja niewiele więcej zarobię, a na dziecko kasa mi się nie należy. Zazdroszczę innej kuzynce, która wprawdzie ma jedynaka (ale lepszego od mojego, a dlaczego? O tym kilka zdań niżej), jednak angielski socjal pozwala jej nie pracować, tylko sprawować osobistą opiekę nad prawie dziesięcioletnim dzieckiem.
No ale cóż, zazdroszczę, bo zapewne tego drugiego mieć NIE MOGĘ. Dlaczego nie mogę? Bo przecież rodzina jest lewacka i głośno wszyscy mówią o swoim poparciu dla in vitro, a ja swoje JEDYNE dziecko urodziłam po wielu latach związku, w wieku 30 lat i w dodatku do kościoła z nim nie chodzimy. Więc Gadusia jest z  in vitro, jak nic. Tylko czekać, aż jej się ta słynna bruzda pojawi!
Dlatego miałam taką trudną ciążę. Dlatego miałam planową cesarkę. Dlatego dziecko takie drobne. Dlatego tak cudaczymy z jakimiś drogimi butami i innymi pierdołami. 
Ponadto 500 + nam się nie należy, bo pracujemy, pracują/pracowali dziadkowie dziecka, więc powinno nam starczyć na wychowanie dziecka. No i pierwsze dziecko kosztuje tyle co nic, koszty pojawiają się dopiero przy drugim! Nie od dziś wiadomo wszakże, że dla pierwszego wózek i fotelik się ma, a dla drugiego trzeba kupić. Wiadomo, że pierwsze dziecko ubranek ma stosy, a dla drugiego dopiero trzeba je kupić. No i buty - no kto to widział kupować jakieś buty za ponad sto złotych? Dziecku skórzanych nie trzeba, w CCC na wyprzedaży fajne buty można dostać!
Jedynak mojej kuzynki jest lepszy, bo matka urodziła go krótko po dwudziestych urodzinach, więc jest efektem MIŁOŚCI, a nie WYRACHOWANIA. Matka tego jedynaka wciąż jest młoda, więc może urodzić kolejne dziecko, bo JEST PŁODNA - nie musiała się poddawać żadnej pomocy, wystarczył seks.
Nie, nie zazdroszczę. Nie rozumiem tylko, jak można być tak ślepo wpatrzonym w wodza, żeby nie widzieć, że jedynak pary zarabiającej najniższą krajową ma mniejsze prawo do świadczenia niż drugie dziecko krezusa. Mnie tej kasy nie trzeba. Szkoda tylko, że muszę się do tego dokładać. 
Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - ja mam tyle dzieci, na ile mnie STAĆ. Jestem w stanie zaoszczędzić, żeby w przyszłości sfinansować dziecku studia (zapewne do tej pory będą już tylko płatne), stać mnie na to, żeby dziecko za kilka lat chodziło na zajęcia dodatkowe. I aby nosiło porządne buty i miało ich więcej niż jedną parę na sezon.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Własny pokój po raz drugi

Temat samodzielnego pokoju dla Gada już podejmowałam, jednak znów zainspirowały mnie internety, aby ten wpis rozszerzyć. Toteż, na nowych śmieciach, podejmę temat wspólnego pokoju dla rodzeństwa. Nie daj Bóg, rodzeństwa różnej płci!
Z Gadziną wciąż łączy nas pępowina, więc nadal, chociaż Młoda ma 19 miesięcy, śpimy razem i w najbliższym czasie nie przewidujemy zmiany. Mamy jednak świadomość, że prędzej, czy później, oddamy jej swoją sypialnię, a sami będziemy spać w pokoju dziennym. 
Pojawia się jednak myśl, że BYĆ MOŻE za 2-3 lata zdecydujemy się powiększyć naszą rodzinę o jeszcze jednego krasnala, przy czym opcja, że powiększymy przy okazji nasze włości jest raczej mało prawdopodobna. Obydwoje z mężem wychowaliśmy się w pokojach ze starszymi braćmi, jednak o ile u męża był to lajcik - ta sama płeć i półtora roku różnicy, o tyle u mnie było patologicznie (na forum wyczytałam, a jakże!), bo pokój dzieliłam z bratem starszym o cztery lata. Patologia lubi się kumulować, toteż u mojej bratowej miała miejsce podobna :P
Jasne, zawsze marzyłam o swoim pokoju! No ale cóż, wielka płyta nie jest z gumy, więc takowego się nie doczekałam nigdy. Początkowo zajmowaliśmy z bratem schowek na szczotki, tfu, chciałam powiedzieć mały pokój, który  ma jakieś 6 metrów kwadratowych, jednak rodzice dość szybko się z nami zamienili i zamieszkaliśmy w dużym pokoju, który byłoby można szumnie nazwać salonem, bo ze swoimi 24 metrami kw. powierzchni, stanowił połowę mieszkania. Brat miał kanciapę, czyli zamieszkał za meblami, które rozdzieliły pokój, a ja mieszkałam na środku "salonu", między telefonem stacjonarnym, stołem i telewizorem. Upierdliwe to było niemożliwie, bo kiedy moje koleżanki mogły tygodniami nie słać łóżek, ja musiałam to robić codziennie rano, bo nigdy nie było wiadomo, kogo popołudniu przyprowadzą do domu pozostali domownicy. Jednak poza tą upierdliwością, innych krzywd nie zaznałam - nikt w moich rzeczach nie szperał, nikt nikogo nie gwałcił (btw na pomysł istnienia stosunków kazirodczych między mieszkającym wspólnie rodzeństwem może wpaść tylko osoba, która sama ma w tej kwestii jakiś kompleks...).
W moim i brata pokoju, siłą rzeczy, znajdowały się również szafy z ubraniami rodziców. Innej opcji nie było, bo w ich maleńkiej sypialence ledwie mieści się łóżko wciśnięte pod ścianę oraz kilka regalików zapełnionych książkami. Podobnie będzie mieć Gadusia - dostanie naszą sypialnię, w której znajduje się garderoba, ale garderoba nie zostanie opustoszona, bo 1. dziecko nie potrzebuje aż takiego molocha na swoje rzeczy, 2. my nie mielibyśmy gdzie trzymać ton ciuchów, które gromadzimy od lat.
Jeśli Gadusia będzie miała rodzeństwo, to najprawdopodobniej młodsze o ok. 5 lat. Być może powtórzy się płeć, ale kto wie, może tym razem wybierze nas sobie mały facecik. I ten mały facecik zamieszka w pokoju z siostrą. I będą musieli tak żyć. 
Ot, patologia!