Mama Gada idzie na łatwiznę
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabobony. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabobony. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 lutego 2016

Wiek XXI...



Wiek mamy XXI. Teoretycznie. Praktycznie jednak tkwimy gdzieś w dalekiej przeszłości (bo pragnę wierzyć, że przyszłość będzie inna!).
W kwietniu 2014 roku, kilkadziesiąt kilometrów od mojego domu, zmarła maleńka Madzia. Zapadło mi to w pamięć tym mocniej, że sama byłam wówczas w problematycznej ciąży i ogromnie bałam się o życie mojego dziecka. Jej antyszczepionkowi i prohomeopatyczni, WYKSZTAŁCENI! rodzice, pozwolili, aby dziecko zmarło z głodu. Wcześniej dziecko „leczone” było przez znachora…
Kilka miesięcy temu koleżanka mi wspomniała, że jej mała siostrzenica miała nastawianą nogę u znachorki, która mieszka w sąsiedniej gminie. Niedawno zaś mój mąż rozmawiał z matką, która chwaliła się, że nie jeździ z wciąż łamiącą się ręką dziecka do szpitala, tylko wozi je do znachorki, która nastawia połamane kończyny. A kilka miesięcy później kość znów pęka… Wobec powyższych obawiam się, że to zaczyna się stawać typową praktyką "światłych" rodziców, którzy nie chcą dawać zarabiać tym paskudnym lekarzom, którzy tylko trują biednych obywateli.
Nie będę tworzyć miliardowego wpisu o szczepionkach, chociaż owszem, proszczepionkowa jestem i nie, nie uważam, żeby to one były winne atopowemu zapaleniu skóry mojego dziecka, jej wcześniejszych kolek, ani ogólnej hiperaktywności. Nie wierzę też w teorie, jakoby szczepionki były winne powstawaniu autyzmu, uważam zaś, że potencjalny NOP jest lepszy niż potencjalna śmierć dziecka. Pracuję jednak z antyszczepionkową koleżanką i pewien dyskomfort czuję. I współczuję rodzicom dzieci z przedszkola jej synka, bo młody jest potencjalnym zagrożeniem dla całej grupy, dla całego środowiska.
Nie będę też się już rozpisywać o zabobonach, bo zrobiłam to w przeszłości, jednak mam potrzebę napisania o fejsbukowych prawdach pewnej mojej znajomej, która rozpisuje się o terapiach witaminą C. Jakiś czas temu zadzwoniła ona do mnie, aby podzielić się swoim żalem, że o tej terapii nie dowiedziała się wcześniej. A dlaczego wcześniej? Ponieważ kilka miesięcy temu jej mąż przeszedł operację serca, natomiast ona sama leczenie onkologiczne, a tu się okazuje, że wszystko mogli wyleczyć witaminą C. No ludzie!